Kontrast:
Rozmiar czcionki:
Odstępy:
  • TAB - Kolejny element
  • SHIFT + TAB - Poprzedni element
  • SHIFT + ALT + F - Wyszukiwarka
  • SHIFT + ALT + H - Strona główna
  • SHIFT + ALT + M - Zawartość strony
  • SHIFT + ALT + 1 do 4 - Wybór menu
  • ESC - Anulowanie podpowiedzi

"Nasz Przemyśl"

Co wiemy o naszych „korzeniach” ?

Cechą wyróżniającą Przemyśl spośród najstarszych polskich miast jest jego unikalna historia. Będąc spadkobiercami wspaniałego dziedzictwa wieków, mamy nie tylko przywilej, ale też obowiązek, by je pielęgnować, pomnażać i promować skoro jest naszą dumą i zaszczytnym rodowodem. Od jedenastu lat na łamach miesięcznika „Nasz Przemyśl” prezentujemy teksty rodzimych autorów, które służą temu celowi. Większość z nich to opracowania wyjątkowe, niepublikowane nigdzie więcej. Sięgając do pierwszych edycji pisma, chcemy przypomnieć niektóre z nich i na tę wędrówkę do „źródeł” pragniemy zaprosić wszystkich przemyślan. Jednocześnie redakcja licząc na współpracę, skłonna jest opublikować nieznane dotąd materiały zachowane w archiwach prywatnych, czy też epizody zapisane w pamięci. Chcemy ocalić je od zapomnienia, bo przecież ludzie odchodzą, a wraz z ich śmiercią umiera także historia.

Redaktor Naczelny Krzysztof Fil

  • Serbańska czy Liebermana?

    Tablica w sprawie nadania nazwy ulica Liebermana
    aut. Zenon Andrzejewski, „Nasz Przemyśl”, sierpień 2011 (Nr 83) Jedną z najstarszych przemyskich ulic jest ulica Serbańska. Powstała jeszcze w I połowie XVI wielu i pierwotnie nazywała się Serbacka. Łączyła ona dawne ulice: Grodzką, Lwowską i Żydowską, stanowiąc ich przecznicę, a nazwę swą zawdzięczała mieszkającym przy niej muzykantom, którzy grywali na ludowych instrumentach tzw. „serbach”*. Stąd pospolicie nazywano ich „serbakami”.
    Data publikacji: 02-04-2020 15:48
  • „Historia zatrzymana w kadrze”. Galeria fotografii Muzeum Historii Miasta (29) „Kaisermanower” w Twierdzy Przemyśl

    Brak opisu obrazka
    aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, lipiec 2011 (Nr 82) W dniu 5 września 1880 roku specjalny pociąg cesarski wjechał uroczyście na peron udekorowanego dworca przemyskiego. Gmach dworca ozdobiony herbami najważniejszych miast Galicji: Przemyśla, stołecznego Lwowa i starego królewskiego Krakowa, oraz herb Królestwa Galicji i Lodomerii. Na słabym wietrze łopotały cesarskie chorągwie z dwugłowym czarnym orłem, zgromadzone na dworcu i w jego najbliższej okolicy tłumy krzyczały:  - Niech żyje cesarz! – lub też dla podkreślenia przywiązania mieszkańców królestwa Galicji do najjaśniejszego pana wielu przemyślan gromkim głosem, ile sił w płucach zapewniało o swojej lojalności wobec korony: - Król z narodem, naród z królem!
    Data publikacji: 25-03-2020 11:53
  • „Historia zatrzymana w kadrze” Galeria fotografii Muzeum Historii Miasta (27) „Fotografia niewidzialnego”

    Brak opisu obrazka
    aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, maj 2011 (Nr 80) Przeglądając stare pocztówki i pożółkłe fotografie, na których utrwalone zostały widoki przemyskich ulic i placów, warto przypomnieć słowa znanej amerykańskiej mistrzyni sztuki fotografii Ruth Bernard: „Jeżeli nie jesteś zdolny widzieć więcej ponadto co widzialne, nie możesz zobaczyć niczego”. Oglądając niektóre stare zdjęcia, gdy tylko zdołamy zobaczyć „niewidzialne” i usłyszeć „niesłyszalne” w naszej wyobraźni, rozbrzmi zgiełk dawnej ulicy, głosy rozmów przechodniów lub też śmiech dzieci.
    Data publikacji: 20-03-2020 13:26
  • Gwiazdy warszawskich kabaretów w przedwojennym Przemyślu

    Brak opisu obrazka
    aut. Zenon Andrzejewski, „Nasz Przemyśl”, maj 2011 (Nr 80) Niezwykle ważną funkcję w warszawskich kabaretach spełniały „orkiestry”, zwane jazz-bandami. Właściwie były to kilkuosobowe zespoły instrumentalne, które akompaniowały piosenkarzom-solistom, chórom, towarzyszyły ewolucjom baletu, ilustrowały skecze, zapewniając całą oprawę muzyczną kabaretowych produkcji.
    Data publikacji: 17-03-2020 14:01
  • Przemyscy kaci

    Brak opisu obrazka
    aut. Marcin Duma, „Nasz Przemyśl”, kwiecień 2011 (Nr 79) Okres II wojny światowej to najtragiczniejsza karta naszej historii narodowej. Pomimo tego że od tych tragicznych wydarzeń upłynęło tak wiele czasu, wśród  Polaków tamte straszne dni pozostaną na zawsze w pamięci.Co roku we wrześniu obchodzimy rocznicę wybuchu II wojny światowej, ale i co roku w tych uroczystościach bierze udział coraz mniej osób,które  bezpośrednio  przeżyły piekło tamtych dni.Odchodzą świadkowie historii, ale pozostawiają po sobie relacje,wspomnienia,dokumenty,zdjęcia i inne pamiątki,które przekazywane  kolejnym  pokoleniom przypominają  czasy wojny. Zbrodnie hitlerowskie upamiętniają także  pomniki, miejsca straceń oraz pamiątkowe tablice. Jedna z nich umieszczona jest na kamienicy przy ulicy Krasińskiego. Mieściła się tam  siedziba przemyskiego gestapo,jednej z najbardziej okrutnych formacji w całej nazistowskiej, zbrodniczej machinie wojennej.
    Data publikacji: 13-03-2020 15:17
  • „Historia zatrzymana w kadrze” Galeria fotografii Muzeum Historii Miasta (26) „Fredreum” na Zamku (cz. 1)

    Brak opisu obrazka
    aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, kwiecień 2011 (Nr 79) Przeszło siedemdziesiąt pięć lat temu 8 marca 1936 r.  ubrane w eleganckie futra wytworne przemyskie damy w towarzystwie swoich poważnych mężów mozolnie wspinały się stromą ulicą Zamkową. W stronę wspaniale iluminowanego Zamku Kazimierzowskiego podążali również oficerowie przemyskiego garnizonu, prowadząc pod rękę damy w wytwornych i modnych kreacjach. W starym, królewskim „castrum”, w sali przemyskiego Teatru „Fredreum” na honorowych miejscach w centralnej części balkonu zasiedli już przedstawiciele władz miasta na czele z prezydentem Leonardem Chrzanowskim. Nieco dalej zajął miejsce gen. Wacław Scewola Wieczorkiewicz  dowódca X D.O.K. Przemyśl wraz z innymi ważnymi oficerami. Wszyscy tłumnie zebrani podziwiali wykonane na najwyższym poziomie dekoracje teatralne przez Władysława Królikiewicza do sztuki  autorstwa patrona towarzystwa Aleksandra Fredry „Damy i huzary” w reżyserii samego  ówczesnego prezesa Towarzystwa Juliusza Styfiego.
    Data publikacji: 21-02-2020 15:55
  • Bohaterski Feldfebel

    Brak opisu obrazka
    aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, marzec 2011 (Nr 78) Podczas zmagań wielkich armii o przemyską twierdzę, gdy dziesiątki tysięcy żołnierzy próbowało pozabijać się wzajemnie w imię imperiów i cesarzy, wielu z nich stawało się bohaterami, dokonując czynów godnych herosów z legend i mitów. Większość z nich pozostało anonimowymi, a ich odwaga i historia poszły w zapomnienie. Niekiedy pozostały komunikaty w gazetach wydawanych w Twierdzy o przyznanych pośmiertnie orderach i medalach. Czasem czytając starą gazetę lub pożółkły pamiętnik weterana walk o forty przemyskie, odnajdziemy wzmiankę o zapomnianym żołnierzu-bohaterze. Krótki tekst skreślony ręką szczęśliwca, któremu udało się przeżyć, jest zazwyczaj jedynym dowodem losów prawdziwych ludzi z krwi i kości. Zapomniana opowieść jest tylko cieniem walk, śmierci i tragedii tamtych czasów, gdy czasem zwykły szewc lub chłop zostawał bohaterem, a dumny, zawodowy oficer okazywał się tchórzem.
    Data publikacji: 14-02-2020 16:25
  • „Historia zatrzymana w kadrze” Galeria fotografii Muzeum Historii Miasta (23) „Zaginiony świat? – przemyscy Żydzi”

    Brak opisu obrazka
    aut. Jacek Błoński, „Nasz Przemyśl”, styczeń 2011 (Nr 76) W 1997 r. został ustanowiony przez Episkopat Polski Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. Rok później, w 1998 r. obchodzono go pod hasłem „Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm”. Głównym celem Dnia Judaizmu jest rozwój dialogu chrześcijańsko-żydowskiego, a także modlitwa i refleksja nad związkami obu religii. Do roku obecnego obchodzony był już trzynaście razy w różnych miastach Polski. W czasie obchodów w poszczególnych miastach ich mieszkańcy mogli uczestniczyć w spotkaniach, imprezach kulturalnych oraz wystawach, które przybliżyły historię i kulturę narodu żyjącego od wieków w Polsce, a jego przedstawiciele włożyli olbrzymi wkład w rozwój nauki i kultury polskiej.
    Data publikacji: 06-02-2020 15:45
  • GWIAZDY warszawskich kabaretów w przedwojennym Przemyślu

    Brak opisu obrazka
    aut. Zenon Andrzejewski, „Nasz Przemyśl”, kwiecień 2011 (Nr 79) W okresie XX-lecia międzywojennego centrum polskiej rozrywki była Warszawa, nazywana Paryżem Północy. To właśnie w stolicy, w „szalonych latach dwudziestych i trzydziestych” ubiegłego wieku, nastąpił istny wysyp kabaretów i teatrzyków rewiowych, z których największą sławę zdobyły Qui Pro Quo i Perskie Oko, przemianowane później na Morskie Oko.
    Data publikacji: 31-12-2019 10:35
  • Wigilia Legionów 1914 r.

    Brak opisu obrazka
    aut. Lucjan Fac, „Nasz Przemyśl”, styczeń 2011 (Nr 76)   Pierwszy rok Wielkiej Wojny, pierwsza wigilia, pierwsze święta Bożego Narodzenia, … najbardziej polskie i najbardziej rodzinne święta. Święta, które nam Polakom przyszło obchodzić w warunkach ogromnych oczekiwań i wyzwań, jakie stawiała pozostająca wielką niewiadomą przyszłość. Obecna była świadomość, że los daje Polakom wielką szansę i być może to jest ta wojna, o której w Księgach Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego pisał Adam Mickiewicz. Wierzył on mocno, że Polska się odrodzi, zmartwychwstanie jak Chrystus, ale  modląc się o wojnę powszechną ludów, nawoływał, że najważniejszą rzeczą jest, aby naród polski był do tej wojny przygotowany, by posiadał przede wszystkim broń i szukał oparcia o własne siły.   W tak wielu domach polskich od tylu lat niewoli czytane były te proroctwa, zapładniając umysły młodych a starszych skłaniając do poświęcenia. Patos, wzruszenie a jednocześnie niepewność, czy to właśnie ta wojna? Czy może kolejna ułuda, kolejna iskra nadziei, która rozpłynie się w poświacie wstającego poranka. A jeżeli to ta Wojna, to czy … tak jak chciał wieszcz, … jesteśmy do niej przygotowani? Czy mamy broń i siły? Bo naród polski nie umarł, ciało jego leży w grobie, a dusza jego zstąpiła z ziemi, to jest z życia publicznego, do otchłani, to jest do życia domowego ludów cierpiących niewolę w kraju i za krajem, aby widzieć cierpienia ich. A trzeciego dnia dusza wróci do ciała, i naród zmartwychwstanie, i uwolni wszystkie ludy Europy z niewoli. Czy to jest ten trzeci dzień? Gdy pomyślimy o młodym pokoleniu, naczytanych Trylogią  Kmiciców, Babiniczów, Skrzetuskich czy Kordianów ślepo wierzących w słowa Wieszcza, gdy do młodzieńczej niecierpliwości dodamy „całkowitą” pewność że to właśnie ta Wojna i nie można czekać tylko iść bo czas, to powstaje nam faktyczny obraz idealisty, młodego człowieka, który z bronią w ręku jesienią 1914 r. idzie na Wielką Wojnę nabuzowany strofami wierszy, poezji Władysława Bełzy, Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza. Młodość to jednak dom, rodzice, ciepło, wspólne święta. I przyszły te święta. I były najbardziej niezwykłe.  Łowczówek 22-25 grudzień 1914 22 grudnia w rejon rosyjskiej ofensywy koło miejscowości Łowczów i Łowczówek weszły oddziały I Brygady Legionów. W niezwykle ciężkich, zimowych warunkach przyszło im stoczyć trwającą 4 dni i 3 noce bitwę, w której stracili 128 zabitych i 342  rannych. Było to traumatyczne przeżycie. Gustaw Łowczowski (późniejszy generał, dowódca 4 DP, zdobywca Bolonii, pochowany zresztą na cmentarzu w Łowczówku)  Z mojej pierwszej bitwy utkwiły mi w pamięci dwa fragmenty: wrażenie, jakie na mnie zrobił widok pierwszego trupa, i moment wahania się, czy iść naprzód. Przed moją pierwszą bitwą widziałem setki trupów na pobojowisku pod Limanową. Znoszono je właśnie i wrzucano do ogromnych wspólnych grobów. Patrzyłem szeroko otwartymi oczyma, ale nad grozą górowała ciekawość. Inaczej było w mojej pierwszej bitwie. Las grzmiał ogniem, gdy kompania nasza zaczęła nim schodzić w dolinę Białej. Na stromym zboczu, na lewo od ścieżki zobaczyłem pierwszego naszego zabitego. Leżał chłopczyna na wznak, bez czapki. Ściągnięte rysy jego tak strasznie bladej twarzy wryły mi się w pamięć, bo wtedy zdawały się krzyczeć: „Memento mori!” Patrz, co cię czeka ! A przecież to dzień Wigilii. Jak wiele lęków, wątpliwości i bólu. Felicjan Sławoj Składkowski późniejszy generał, premier, a wtedy lekarz I Brygady:  „Strzelanina, która wybuchła przy odbieraniu okopów, ustała. Gęsta mgła spadła na całą okolicę. Przypominamy sobie, że to Wigilia. Zaczęliśmy śpiewać kolędy, gospodarz i gospodyni z nami. Ranni w brzuch domagali się wody, chociaż „w ten święty wieczór, jeżeliśmy chrześcijanie”. Trzeba było im odmówić. Biedacy z zazdrością patrzyli, jak jeniec, praporszczyk, pił kawę.  W izbie coraz ciaśniej. Przychodzi wielu żołnierzy wycieńczonych, jak widma. Co mamy robić? Grzeją się chwilę, dostają trochę kawy i muszą wracać. Kładziemy spać koło pieca tylko gorączkujących - koło 39 stopni. I tych jest sporo. (…). Na podwórzu koło nas pękł w dzień granat. Wybił szyby i naodwalał tynku.  (…) Idziemy z drem Piestrzyńskim spać na paki z opatrunkami, ale znów cała noc bezsenna. Głodni, brudni, bez zdejmowania butów od czterech dni, uważamy się i tak za uprzywilejowanych wobec naszych chłopców, którzy te cztery dni siedzą w okopach, na zimnie, często o trzydzieści kroków od Moskali. W tę noc wigilijną chłopcy nasi w okopach zaczęli śpiewać „Bóg się rodzi”…  I oto z okopów rosyjskich Polacy, których dużo jest w dywizjach syberyjskich, podchwycili słowa pieśni i poszła w niebo z dwóch wrogich okopów! Gdy nasi po wspólnym odśpiewaniu kolęd krzyknęli: „Poddajcie się, tam, wy Polacy!” nastała chwila ciszy, a później - juz po rosyjsku: „Sibirskije striełki nie sdajutsia”.  Straszna jest wojna bratobójcza. Podobno jeden z naszych młodych chłopców wziął do niewoli ojca swego, którego zabrali do wojska rosyjskiego”.   Rafajłowa 24-25 grudzień 1914 r. Daleko na wschód od Łowczówka w warunkach jeszcze gorszych swoją Wigilię spędzali żołnierze II , nazwanej później „Żelazną” i „Karpacką”  Brygady. Zajmowany teren żołnierze sami nazwali Rzeczpospolitą Rafajłowską Działania prowadzone w tym terenie były bardzo nużące i wyczerpujące. Jeden z żołnierzy tzw. Kompanii zakopiańskiej I batalionu w liście do domu tak je scharakteryzował: Już taka tęsknota za Wami mnie ogarnęła, że rady sobie dać nie mogę. Przecież to już cztery miesiące jak wyjechałem z Zakopanego. Cały wiek! Jeszcze póki były marsze, kontrmarsze itd. Pół biedy A teraz żadnego ruchu. Kazano nam bronić jednego, skrawka wschodniej Galicyi- i trzymamy go ; oprócz Przemyśla, tylko my, część 3 pułku nie oddaliśmy tej zdobytej przez nas ostatnie w Galicyji Wschodniej wioski. Nazywamy ją Rzeczpospolitą Polską. Kilkanaście kwadratowych kilometrów lasów i gór .Zniszczone to okropnie.... Tylko my jedni jesteśmy w Galicyi, wszystko od dawna jest już poza granicą węgierską. Ale też nasz batalion już cztery tygodnie jest w ciągłym kontakcie z Moskalami. Nie ma prawie dnia, żeby nie było strzelaniny; nasze patrole podchodzą do nich, ich do nas i tak ciągle tańczymy. Specyficzny teren, specyficzne działania, ciężka i nużąca służba, koszmarne warunki terenowe i pogodowe. Plaga wszy, niedostatki aprowizacyjne. Wszyscy ciągle głodni, nawet docierający w niewystarczającej ilości ryż przesiąknięty był naftą. Fatalny stan umundurowania, rozpadające się obuwie, brak ciepłej bielizny. Mróz sięgający –300, temperatury poniżej 00 braki lekarstw, ... To była codzienność życia Rzeczpospolitej Rafajłowskiej. Do takich działań potrzebny był odpowiedni sprzęt i bardzo specjalistyczne wyszkolenie, a takiego ciągle brakowało. Wigilia roku 1914 na froncie rafajłowskim miała niezwykle surowy, ale podniosły i uroczysty charakter. Najpierw wieczerzę wigilijną zjadły oddziały pozostające w odwodzie. Major Bolesław Roja pisze: Przede wszystkim poszliśmy z Węglowskim, Tęczą, Krzaczyńskim, Rudzkim oraz częścią oficerów i szeregowych z bożym drzewkiem i z wieczerzą wigilijną w kociołkach na placówki. Był barszcz, śledzie przyprawiane z cebulą i kluski z makiem i kluski z powidłami i kluski z miodem i jeszcze coś tam (...) Z bożym drzewkiem i z kolędą chodzili nasi od placówki do placówki, a najdłużej kolędowali na placówce przy drodze do Maksymca, naprzeciw Moskali. Moskale nie oddali ani jednego strzału, chociaż właśnie tu z reguły odbywała się strzelanina. Drzewko z płonącymi świeczkami zostawili na drodze. Polskie kolędy słychać było i po drugiej stronie w okopach rosyjskich.  To tutaj jednym z batalionów 283 pułku piechoty dowodził kpt. Stefan Taborski. Z kolei dowódcą jednego z batalionów 281 pułku, również wchodzącego w skład rosyjskiej 71 Dywizji Piechoty, był kpt. Kwieciński. Wydarzenia nocy wigilijnej znalazły epilog w wierszu napisanym przez ojca jednego z legionistów Karola Łepkowskiego. Wiersz oddaje jedną z największych tragedii I wojny światowej, walkę Polaków w mundurach armii zaborczych.   Świerkowe drzewko ścięte w lesie, Starym zwyczajem, w iskier snopach, Sam major Roja w ręku niesie, Stawia wysoko... na okopach... Aż potem świeczki jasne płoną Nad Rafajłową i Zieloną....   Ustała walka! Z drugiej strony- Także w okopach, w mrocznej dali, Ten sam śpiew słychać ulubiony, W szeregach wroga- u Moskal! I tam kolędy płyną zwrotki Przez śnieżne pola i opłotki ... ! Ktoś ty ... ? zapytał major Roja- Ktoś ty .. ? skąd rodem? Jaka wiara ?- Ta sama pewnie co i twoja... Ot- Polak, jeno w służbie cara... Ot ... kula może jutro spotka...  Śpiewajmy razem, śliczna zwrotka ... !   „Wśród nocnej ciszy”- O mój Boże... „Głos się rozchodzi”- jak na Litwie... -Pan legionista ... ? To się może Spotkamy jutro razem w bitwie... Teraz śpiewajmy ... nic nie szkodzi... Z których okolic Pan Dobrodziej ?   „Z Krakowa rodem matka moja- A ja z guberni jestem Mińskiej...” Tak się poznali: major Roja I sztabskapitan pan Kwieciński ! Kraków i Litwa, wielkie słowo: Zielona w walce z Rafajłową...! Nazajutrz ledwie zorze błysły, Przerwana nadal wrzała bitwa... Górą Polacy- hej znad Wisły,          Górą legiony... Ruś i Litwa ...!             A niechaj zginie wróg rosyjski...  ... Ugodzon kulą padł Kwieciński ... !   Krew go zalała... towarzyszy Walczyło wielu w służbie cara- Zginęli wszyscy... „ W nocnej ciszy” „Głos się rozchodzi”... sen czy mara... ? -Znasz tę kolędę- rzekł do Roji- Niech żyje Polska ! bracia moi!   Służba w Rzeczpospolitej Rafajłowskiej była bardzo żmudna i monotonna. Warunki pobytu niezwykle ciężkie. Ciągłe zimno, śnieg i problemy aprowizacyjne. Mnóstwo żołnierzy miało odmrożenia. Wyposażenie posiadane przez legiony nie nadawało się w ogóle do warunków górskich, a co dopiero do warunków górskich zimą! Codziennie w okresie adwentu o godzinie 6 odprawiane były roraty, na które tłumnie schodzili się wolni od służby legioniści. Powoli nadchodziła wigilia. Była to pierwsza wigilia na froncie. Mimo że z daleka od domów i od rodzin, to jednak bardzo rodzinnie. Półroczny okres przebywania razem, przywiązanie do swoich oddziałów, wspólne doświadczenia i przeżycia scaliły legionistów i zamieniły ją rzeczywiście w leguńską rodzinę. Wieczerza wigilijna odbyła się we wszystkich kompaniach nadzwyczaj uroczyście. Przy łamaniu opłatkiem jedno życzenie rozbrzmiewało powszechnie: „Obyśmy się jak najwcześniej doczekali wolnej Polski”. Nawet na pozycjach legioniści urządzali sobie choinki i śpiewali kolendy, których echo zwabiało  do nas  placówki rosyjskie. Pasterka odbyła się w kościele. Wojskowej parady ani szyku nie było, ale wszyscy przyszli hurmą i z tysiąca młodych piersi zabrzmiało donośnie: Wśród nocnej ciszy…” Po świętach ks. J. Panaś odbył kolędę we wszystkich oddziałach legionowych rozrzuconych po różnych pozycjach m.in. w dolinie Sałatruka. Wędrówkę odbył na nartach. Do niektórych pozycji tylko w ten sposób można się było dostać Następnie udał się za Pantyr w odwiedziny do rannych . Musiał przebyć drogę legionów. Góry były zasypane olbrzymią masą śniegów. Drożynka na szczyt Przełęczy Rogodzy była wprawdzie zaznaczona wyraźnie kopytami setki jucznych koni, które nam nosiły codziennie chleb powszedni, ale mimo to nie przestała być uciążliwą. Na prawo i lewo leżały tu dziesiątki trupów końskich, które padły ze zmęczenia i zamarzły. Mimo wojennego ruchu stanowiły one przynętę dla wilków i lisów, których tutaj była znaczna ilość. W trakcie kolędy szpitalnej Panaś odwiedził kilkanaście szpitali z polskimi rannymi. Przy okazji, niestety dokonał kilku pochówków. Podczas pobytu w szpitalu Vis, gdzie się spotkał przez przypadek z Hallerem, który wykorzystując urlop również odwiedzał rannych, dowiedziałem się, że w Rafajłowej toczą się walki. Natychmiast udałem się z powrotem, przybywając do Rafajłowej 25 stycznia po bardzo wyczerpującej podróży. Na następny dzień ks. Panaś odprawił uroczysty pogrzeb poległych legionistów, wśród których był m.in. por. Florian Węglowski. Podczas kolejnej ofensywy na froncie ruszono również oddziały w Rafajłowej W lutym podjęły one działania na Zieloną. Atak prowadziły trzy grupy. Czołowa dowodzona przez  kpt. Minkiewicza, działała w kierunku Zielonej na Maksymiec.   PS Zima 1914/1915 była wyjątkowo ciężka. Walki II Brygady Legionów w Karpatach zasługują na najwyższe uznanie i podziw. Zrozumie to najszybciej każdy, komu nieobce są wędrówki po górach, szczególnie  zimą. W hołdzie i ku pamięci  żołnierzom „Żelaznej Brygady” ekipa TVP Rzeszów w składzie (A. Olejko, A. Gruszka, M. Krok, L. Fac, J. Obłąk) zrealizowała tzw. Trylogię „Żelaznej Brygady”. Trzy odcinki w cyklu Zakamarki przeszłości, który prowadzi prof. dr hab. Andrzej Olejko: Szlakiem Żelaznej Brygady, Rzeczpospolita Rafajłowska oraz Przełęcz Legionów.    Bibliografia: Mickiewicz A., Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego, Paryż 1832. Sławoj Felicjan Składkowski „Moja służba w Brygadzie”, Warszawa 1990, s. 60.Gustaw Łowczowski G., Polak jako żołnierz, Londyn 1981. Lewartowski H., Pochmarski B., Teslar J.A., Szlakiem bojowym Legionów. Krótki zarys organizacji i dziejów 2. Brygady Legionów Polskich w Karpatach, Galicyi i na Bukowinie, Lwów 1915. August Krasicki, Dziennik z kampanii rosyjskiej 1914-1916, Warszawa 1988, s.128. Bolesław Roja, Legioniści w Karpatach 1914-1915 roku, Warszawa 1933. Panaś J., My II Brygada, Katowice 1929. PRZEPOWIEDNIE a CZASY OBECNE opracował O. FLAWIAN NIEBIAŃSKI Salwatorianin, 1943 r.     Nakładem: Ojcowie Salwatorianie, 1538 Roosevelt Street, Gary, Indiana Imprimatur f JOANNES FRANCISCUS Episcopus Wayne-Castrensis Fort Wayne, Indiana, dnia 27 listopada 1942 r.
    Data publikacji: 20-12-2019 15:26
Wersja XML